Jak pewnego dnia poczułam się jak bohaterka filmu…

Może i tytuł brzmi przyjemnie, ale przygoda wcale przyjemna nie była. Przestroga dla wszystkich podróżujących samolotami z ogromnych lub dużych lotnisk.

Poczułam się, jak w filmie i to nie byle jakim. Mówi Wam coś tytuł „Terminal” i Tom Hanks? Tak…no cóż, ale zacznijmy od początku.

Typowa ze mnie poznanianka – jak można przyoszczędzić, to czemu nie. Od kilku lat, latam do Paryża (na mniej więcej dwa tygodnie) do szkoły językowej, żeby pracować nad moją znajomością języka francuskiego. Tak też było w zeszłym roku. Szukałam lotu. Jako, że zajęcia zaczynają się w szkole w poniedziałek, to chciałam lecieć w niedzielę. A, że zajęcia kończę w piątek – chciałam wrócić samolotem w niedziele, bo po co spać kolejne ileś nocy w Paryżu. Niestety loty z Poznania odbywały się tylko w czwartki i poniedziałki. Zresztą…”tanie linie” wcale nie okazywały się takie tanie. Za bagaż do luku – zapłać, za duży bagaż podręczny – zapłać…w końcu z „taniego lotu” robiła się niezła suma. Znalazłam więc loty z Berlina, liniami Air France. Wyszły taniej, miałam też lepszy dojazd z lotniska do hotelu. Amen.

Rodzice zawieźli mnie na lotnisko. Kolejki w celu oddania bagażu były ogromne. Szybkie przejście przez bramkę…oczywiście w moim przypadku bez butów i niemal biegiem do samolotu, bo już nas poganiali. Ale zdążyłam.

Wyjazd zaczął się niezbyt fortunnie. W poniedziałek po zajęciach ruszyłam do Luwru. Robiąc zdjęcie…cóż…mój telefon (Samsung S3) stwierdził, że popełni samobójstwo. Telefon spadł ekranem w dół, na żwir, piasek. Stałam nad nim i patrzyłam, zastanawiając się: „podnieść czy nie?” Telefon miał zaledwie trzy miesiące…

IMAG0480

Źródło: http://www.droidforums.net

Mój wyglądał bardzo podobnie…chyba jednak gorzej. Na całe szczęście dalej działał. Myślałam jednak, że uda mi się go naprawić na miejscu. Znalazłam punkt, gdzie robiono to od ręki. Cena jednak…cóż pozostawiała wiele do życzenia – koszt naprawy 200 euro. Stwierdziłam, że skoro działał, to poczekam do powrotu do Polski.

Dwa tygodnie minęły niezwykle szybko. Zapakowałam walizkę…co po ogromnych zakupach okazało się trudnym zadaniem. Jak zawsze wybrałam się na lotnisko dużo, dużo wcześniej. Lotnisko Charles’a de Gaulle’a jest jednym z największych w Europie i zaufajcie mi – warto być wcześniej!! Żeby Wam nie skłamać…wylot miałam o godzinie 15 z kawałkiem, a na lotnisku byłam około 11.30. Oddałam walizkę i szczęśliwa przeszłam do hali odlotów. Zjadłam obiad, obejrzałam serial. Przed 15 ustawiłam się przed bramką, która miała nas prowadzić na pokład samolotu. Po 30 minutach uświadomiłam sobie, że coś jest nie tak. Nikt nie otwierał stanowiska, nie było żadnego komunikatu. Tablica odlotów stała tyłem do mnie. Coś mnie ruszyło.

Oniemiałam. W ostatnim momencie zmieniono bramki. Zamiast być na dole, byłam na górze. Pobiegłam niczym Forest Gump…i stało się. Odbiłam się od zamkniętych już drzwi. NIE ZDĄŻYŁAM!! SPÓŹNIŁAM SIĘ!! Panika. Przeogromna panika, strach, zagubienie. W jednym momencie poczułam się, jak 5 latka, która zgubiła w sklepie rodziców. Klęłam po polsku, płakałam…w zasadzie nie – dusiłam się łzami, cała się trzęsłam. Może wyda Wam się to głupie, albo niektórzy powiedzą, że to moja wina…ale doczytajcie do końca.

Zadzwoniłam do rodziców, którzy nie mogli mnie zrozumieć. Kazali się uspokoić, ale nie mogłam. Bałam się. Wtedy pojawiła się myśl: „będę spała na terminalu, jak Tom Hanks…”. Poszłam do informacji dowiedzieć się, co mogę zrobić. Zostałam się z moją torbą, laptopem, butelką wody, pieniędzmi i jakąś gazetą. O dziwo miałam nawet przy sobie ładowarkę do laptopa.

Przemiły Pan (chwała, że takich ludzi wtedy znalazłam) powiedział, że może wpisać mnie na listę oczekujących, na następny lot do Berlina. Jednak nie tylko ja miałam taki problem. Pewnie nie jedna osoba, stwierdziłaby ok – będę czekać. Jednak znajdując się na liście oczekujących, nie masz pewności, czy znajdziesz się na pokładzie samolotu. Jeżeli jest wolne miejsce – tak. Czyli ktoś musi się spóźnić…

Ja jednak postanowiłam walczyć dalej. Odnalazłam Panią, której w tym momencie postawiłabym pomnik. Chciałabym jej podziękować i żałuję, że nie mogę. Pani była niezwykle zaskoczona moją historią. Powiedziałam jej, że muszę być dzisiaj w Berlinie. Jednak, gdy podałam mój polski dowód osobisty, Pani rzuciła mi dość wątpiące spojrzenie. Wyjaśniłam, że z Berlina, jadę do Poznania.

Poruszając niemal całe lotnisko, tej Złotej Kobiecie udało się znaleźć mi lot. Miałam lecieć z Paryża do Amsterdamu, a stamtąd do Berlina. Pewnie myślicie, ze na tym problemy się skończyły. Niestety nie. Po pierwsze musiałam zapłacić za bilet…ok. 800 złotych. Po drugie…samolot do Amsterdamu miał opóźnienie – godzinne. Siedząc w samolocie, zerkałam na zegarek. Paranoją byłoby spóźnić się na KOLEJNY samolot. Miałam 15 minut na przesiadkę. Ale udało się. W międzyczasie (jak wspomniałam moja walizka była już odprawiona i poleciała tym pierwszym samolotem do Berlina) sprawdziłam, co z moim bagażem. Powiedziano mi, że jest tutaj w Amsterdamie – myślę super poleci ze mną.

Doleciałam w końcu do Berlina i pierwszy raz w życiu cieszyłam się z widoku Niemców. Zamiast o 18 (gdybym zdążyła), wylądowałam o 22. Zmęczona, wyczerpana, zestresowana. Czekałam na walizkę…czekałam i czekałam. No i niestety. Moje przygody się nie skończyły. Walizki nie było. Musiałam udać się do biura bagażu zagubionego. Wyglądałam, jak zombie. Opisałam walizkę. Pani powiedziała, że walizka jest w Amsterdamie. GENIUSZE!! Powiedziała też, że walizka będzie jutro rano w Berlinie i mogę ją odebrać. Uświadomiłam Panią, że jestem z Polski i chciałabym tam dzisiaj wrócić. Ok. Zostałam poinformowana, że walizka zostanie dostarczona do mojego domu.

Strasznie martwiłam się o mój bagaż. Miałam tam mnóstwo rzeczy, które miały też wartość sentymentalną. Ale dostałam ją!! Całą!! Ze wszystkim w środku!!

Życzę Wam z całego serca, żeby nic takiego Was nie spotkało. Ja wywalczyłam odszkodowanie, udowadniając, że nie była to moja wina. Długa przeprawa, ale się udało. Uważajcie na lotniskach. Najlepiej siedźcie przed tablicą odlotów – taki jest teraz mój sposób.

W tym roku też polecę, ale z Poznania. I nie zamierzam się spóźnić!! 🙂

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. M pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł, ja bloguje o tym co kocham najbardziej : o sztuce modzie, podróżach i fotografii, po prostu to mi sprawia największą radiśc a nie dlatego , że robia to inni.
    xoxo
    http://pandamone.blogspot.com/2014/06/green-hornet.html

  2. Karolinaaa. pisze:

    Ale historia! Wow! Współczuję Ci ale świetnie że odzyskałaś bagaż! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s