To nie była kolejna „blogerska” wycieczka do Paryża…

Bonjour!!

Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze…

No niestety. Długo mnie tutaj nie było. Nie czuje się z tym dobrze. Chciałam się zająć tą stroną na poważnie, ale może nie umiem? Sporo się wydarzyło od ostatniego wpisu, ale niektóre rzeczy zostawię dla siebie.

Tytuł nie jest jednak przypadkowy.

Paryż jest jednym z powodów, dla którego straciłam na cztery tygodnie kontakt z rzeczywistością. I nie. Nie jest to kolejna „blogerska wycieczka” do tego miasta. Jeżdżę tam niemal co roku do szkoły językowej, żeby podszkolić mój francuski. Dlatego też nie spodziewajcie się niesamowitych zdjęć „outfitów”, „nieziemskich zakupów” (polowałam na przeceny!!), czy typowo turystycznych miejsc do odwiedzenia…

W poniższym wpisie: klika informacji o szkole językowej, moim zakwaterowaniu, okolicy szkoły i zapowiedź kolejnych postów na temat Paryża 🙂

Od kilku lat odwiedzam szkołę: Ecole Suisse Internationale. Szkoła językowa, która współpracuje ze Szwajcarią. Dlatego też duża część uczniów to obywatele Szwajcarii. Ja spotkałam tam jednak (podczas ostatnich czterech kat, kiedy tam jeżdżę) mnóstwo innych narodowości. W tym momencie mam znajomych niemal na całym świecie: w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Wenezueli, Białorusi…

Obecnie w szkole czuję się, jak w domu. Znam wszystkich lektorów, mam z nimi wspaniały kontakt. W tym roku, jako że spędzałam w szkole 4 tygodnie, mogłam zamieszkać w jednym z mieszkań, które znajduje się nad szkołą.

Zagraniczne kursy językowe są niesamowitą sprawą i ogromną szansą. Nauka języka wygląda zupełnie inaczej, jesteśmy zmuszeni do korzystania z danego języka przez cały czas (przez cztery tygodnie używałam polskiego tylko wieczorami, podczas rozmów z rodzicami na Skypie). Fakt. Taki wyjazd, w szczególności tak długi…nie należy do najtańszych. Jednak jeżeli spojrzeć na wszystkie zalety – naprawdę warto.

Poniżej: widok z mojego balkonu…na dachy Paryża i wprost na wieżę Eiffla – co było niesamowitą atrakcją, w szczególności wieczorami, gdy wieża jest oświetlona.

20140818_164543[1]

Położenie szkoły, a co za tym idzie mojego studia jest idealne. Dotarcie do domów handlowych Galeries Lafayette, Opery, czy Luwru zajmuje niecałe 15 minut. Do stacji metra…3 minuty? W okolicy mnóstwo przeróżnych restauracji (które oferują jedzenie na wynos, więc spokojnie możemy zjeść w domowym zaciszu), piekarnie, sklep spożywczy oddalony od mieszkania o 2 minuty. Szkoła znajduje się w 10. dzielnicy Porte Saint-Denis, na rue des Messageries. Niegdyś dzielnica tania, jak na Paryż, obecnie zmienia się w dzielnicę „bobo” – burżuazji i bohemy, gdzie pojawia się coraz więcej modnych lokali, sklepów, a restauracje okupowane są przez biznesmenów.

Jeżeli chodzi o sprawę mieszkania. Ten, kto odwiedził już kiedyś Paryża wie, że nie jest to tanie miasto. Tańsze hotele znajdują się na obrzeżach. Z jednej strony oszczędzamy na zakwaterowaniu…ale z drugiej łączy się to z codziennymi dojazdami metrem lub pociągiem do Paryża – a co za tym idzie z kosztami. Dlatego byłam bardzo zadowolona z tego, że podczas mojego długiego pobytu, mogłam zatrzymać się w szkole i nie zbankrutowałam, przez wynajęcie pokoju hotelowego na 4 tygodnie…

20140818_193710Ta dam! Część mojego studia.

Jak na warunki paryskie…studio jest ogromne. W zasadzie na zdjęciu widać jego większą połowę 😀 W pełni wyposażony aneks kuchenny, szafy, odkurzacz, deska do prasowania, łazienka, łóżko, balkon, stół z dwoma krzesłami…no i oczywiście: przepiękny kominek z lustrem!! Tą jedną rzeczą zachwycają się wszyscy. Przyznam, że czułam się nieco jak księżniczka 😀 Zdjęcia łazienki nie mam. W zasadzie teraz żałuję. Chociaż nie jestem pewna, czy byłabym w stanie zrobić zdjęcie. Łazienka była malutka, ale wyposażona. Problemem było tylko wzięcie prysznica, przy zamkniętych drzwiach – co mogło skutkować atakiem klaustrofobii.

Ah no tak. Powinnam nadmienić, że studio znajduje się w starej kamienicy. Moje studio znajdowało się na 5. piętrze. Tak…cóż…w budynku jest widna, ale zaufajcie mi: klaustrofobia i możliwość zacięcia się windy między piętrami wynosi 80%! Dlatego drogę do mieszkania musiałam pokonywać schodami. 100 stopni. Codziennie, kilka razy dziennie… Jak to powiedziała moja koleżanka Kasia: „Chodakowska by płakała!”. Pewnie z dumy, że tak trenuje 😛 Przyznam, że poczułam mięśnie…nawet bardzo.

Trzy tygodnie spędziłam w Paryżu zupełnie sama. W ostatnim tygodniu dołączyli do mnie rodzice, z którymi potem, samochodem, wróciliśmy do Polski.

W następnych postach: co odwiedziłam (bo okazuje się, że będąc w Paryżu po raz…oj…”enty”, nie udało mi się jeszcze odwiedzić wszystkich miejsc i co rusz odkrywam nowe), przydatne informacje (gdzie zjeść, gdzie się ruszyć), Disneyland, zakupy i wiele innych. Jakoś to podzielę. Nie mam mnóstwa zdjęć (miałam ze sobą tylko telefon komórkowy). Chyba w tym roku wolałam chłonąć Paryż, a nie zajmować się fotografowaniem każdego szczegółu 🙂

20140821_180652

W takim razie, do zobaczenia!!

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. madusia pisze:

    i chyba taki post nie będący kolejną blogerską wyprawą do Paryża podobał mi się bardziej. 😉 szczególnie ten kominek zachwycił mnie szalenie, ale tak jak napisałaś, na wszystkich działa podobnie. 😉
    i szczerze zazdroszczę możliwości wzięcia udziału w takim kursie, musisz po francusku rewelacyjnie mówić. 🙂 żałuję, że sama wcześniej się za czymś takim nie obejrzałam, jak chodziłam do liceum i teraz to pokutuje.
    pozdrawiam.

    1. Bardzo miło mi to czytać 🙂
      Aktualnie przygotowuję się do zdania egzaminu z francuskiego na poziomie C1 (po 9 latach nauki…)…więc mówię chyba w miarę dobrze 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s