„Francuski szyk, paryski styl” – z czym to się je?

Wpis miał pojawić się wcześniej…dużo wcześniej. Ale znowu studia, potem wyjazd do Anglii (odwiedziny u przyjaciół i krótkie wakacje)…a teraz do tego wszystkiego aparat ortodontyczny :/

P1030816

Kiedy tylko słyszycie te słowa: co widzicie? Jak ubrana jest kobieta? A co ma na sobie mężczyzna? -> mężczyzna paryski już niedługo, w osobnym poście. 😉

Obawiam się, że dobrze wiem, jaki obraz macie przed oczami. Zresztą mnóstwo blogerek, gdy tworzy post, w którym ma na sobie ubrania, które mają prezentować „styl paryski”…jest w ogromnym błędzie. Zapraszam do lektury.

Ona. Elegancka. W butach na niebotycznie wysokim obcasie. Z najnowszym modelem, najdroższej torebki. W markowych okularach przeciwsłonecznych. Na głowie ma kapelusz, bądź „tradycyjny” beret. Ubrana jest w najlepiej skrojoną garsonkę, lub sukienkę. Bądź też jest typową „fashionistką”. Ma na sobie wszystko to, co najmodniejsze w obecnym sezonie. Jej wizerunek to połączenie różnych wzorów, tkanin, kolorów. Ma idealnie wykonany makijaż, nienaganną fryzurę. Dopracowany manicure. Poniżej zamieszczę przykładowy zestaw (postaram się podpisać rzeczy, które wybrałam).

Sukienka - Valentino; Trencz - Burberry; Okulary - Dolce&Gabbana Swarovski; Kapelusz - Warehouse; Szpilki - Louboutin; Torebka - Chanel.
Sukienka – Valentino; Trencz – Burberry; Okulary – Dolce&Gabbana Swarovski; Kapelusz – Warehouse; Szpilki – Louboutin; Torebka – Chanel [źródło: polyvore.com]
unnamed(2)
[źródło: polyvore.com]
 

Niestety, pewnie większość z Was zaskoczę, szczególnie te osoby, które nie miały okazji odwiedzić Paryża – tak nie wygląda paryżanka. Już od wielu lat obserwuję kobiety w tym mieście i wierzcie mi lub nie, ale w Polsce kobiety dbają o siebie bardziej niż we Francji. Po szczegółowym opisie uznacie mnie pewnie za dziwoląga, albo jakiegoś rodzaju stalkera. Naprawdę lubię obserwować ludzi. Nic nie poradzę, że wyłapuję tyle szczegółów.

Zacznijmy od aspektów „urodowych”. Manicure wcale nie jest taki idealny. Paznokcie są bardzo często połamane, poobgryzane. Lakier na paznokciach odpryskuje już od kilku dobrych dni, ale paryżanka nie ma czasu o tym pomyśleć – najwidoczniej. Włosy…cóż…farbowanie domowym sposobem, pozostawia wiele śladów. Odrosty, siano na głowie, bałagan na głowie. Czasami mam wrażenie, że nie wiedzą, czym jest szczotka. Jeżeli już jesteśmy przy włosach: nie wiem, czy wiecie, ale jeden ze stereotypów o paryskich kobietach głosi, że nie golą one pach…tego akurat nie sprawdzałam. Ma to podobno być dowodem tego, iż po prostu o siebie nie dbają. Makijaż: delikatny, w naturalnych odcieniach, choć bardzo często nie ma go w ogóle. Zazwyczaj wykonywany w metrze, w szczególności przez młode dziewczyny.

Garderoba. Hm…w zasadzie nie wiem od czego zacząć.

Ubrania: Paryżanka „łowi” markowe ubrania na przecenach. W tym mieście to nie lada gratka, naprawdę polecam. Ale tamtejsza kobieta zagląda też często do małych, niepozornych sklepików (coś w stylu naszych sklepów vintage, moim skromnym zdaniem). Mnóstwo z nich znajduje się na rue Saint-Antoine. Panie w sklepikach są przemiłe, ceny bardzo przystępne, a ubrania wyjątkowe. W swojej szafie bardzo często ma kilka markowych ubrań. Kupuje je, bo wie, że wystarczą jej na kilka ładnych lat. Klasyczny trencz, idealnie dobrana para jeansów, granatowy kaszmirowy sweterek, mała czarna – to tylko niektóre rzeczy, które każda Paryżanka (a właściwie każda kobieta) w szafie mieć powinna, czego dowiadujemy się w poradniku Ines de la Fressange „Paryski szyk”.

Akcesoria: kapelusze są bardzo często spotykane na ulicach i szczerze mówiąc, bardzo mi się to podoba. Podczas ostatniej rozmowy z moją koleżanką Anią, doszłyśmy do wniosku, że gdy tylko w Polsce założysz kapelusz i pokażesz się w nim gdzieś – masz wrażenie, że wszyscy na Ciebie patrzą. Torebka, chyba lepiej byłoby zmienić jej nazwę na „walizka”, bądź „bagaż podręczny”. Jeżeli już jest to markowy model, chociażby Louis Vuitton – to musi być największy z możliwych. Paryżanka ma w niej wszystko, bo jest przygotowana na każdą okazję.

Buty: wiecie ile kilometrów i schodów trzeba czasami pokonać, przy zmianie linii metra?! Zaufajcie mi – szpilki się tutaj nie sprawdzają. Dlatego też potrzebna jest duża torba. Już nie raz byłam świadkiem pewnej sceny: paryżanka wychodzi z pracy, nienagannie uczesana, w butach na wysokim obcasie. Kiedy tylko znika za zakrętem, przystaje. Z torebki wyciąga baleriny – wysłużone, ale z porządnego materiału. Szpilki chowa do torebki i rusza do metra.

I szczerze mówiąc, jeżeli pominęlibyśmy, brak większego zainteresowania swoim wyglądem (włosami, makijażem itp.), to uwielbiam ten paryski styl. Sama wiem, że lepiej kupić jeden porządny ciuch, niż 20 takich, które rozlecą się po pierwszym praniu. Chociaż przyznaję się uczciwie, że kupuję też ubrania np. w Primarku, jednak zazwyczaj nawet one wytrzymują bardzo długo. Też jestem łowczynią przecen. Kupiłam tak moje ulubione baleriny – przecenione ze 180 złotych na 60 :). Bardzo często zdarza się tak, że koleżanki mówią „nienawidzę Cię”, gdy upoluję jakąś perełkę na przecenie.

Uwielbiam paryski styl. Jest przede wszystkim wygodny, ale pokazuje też taką „niewymuszoną elegancję”. Popieram to, że każda kobieta powinna mieć pewne „bazowe” rzeczy, które postaram się opisać już niedługo.

Mam kilka pomysłów na bloga. Czuję, że trochę mnie odstresowuje. Będą przepisy kulinarne, będzie o modzie…może będę nawet ja w jakimś zestawie. Na razie nie mam osoby, która mogłaby zrobić mi zdjęcia. Ale postaram się, albo zrobię je sama.

W takim razie, mam nadzieję – do usłyszenia, zobaczenia i przeczytania 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s