Z pamiętnika rozgoryczonej blogerki cz.2…

Jeżeli ktoś ma problem ze zrozumieniem pojęcia „ironia” – radzę stąd jak najszybciej znikać. Tekst dla blogerów, jak i czytelników.

Chciałabym tylko przypomnieć, że mam znajome – blogerki, które zresztą serdecznie pozdrawiam.

„Rozgoryczona blogerka” jest chyba moim drugim internetowym „ja”. Ups. Autorka ma rozdwojenie jaźni? Zdarza się też, że gdy jestem zostaję sama w domu, rozmawiam…ze sobą w językach obcych.

Poniżej zamieszczam tekst, w którym przedstawię…swoje oczywiście subiektywne zdanie – na temat tego, co mnie w minionym czasie w blogosferze zachęciło, a co odrzuciło.

I oczywiście, dla Waszego ułatwienia – bo przecież skoro w obecnych czasach sztuka czytania zanika, ale ja jeszcze niestety nie opanowałam umiejętności użytkowania pisma obrazkowego: będzie punkt po punkcie. Z obrazkami.

No to siup!

1. Poradniki – nowe bestsellery.

Zastanawiacie się pewnie, o co takiego mi chodzi. Blogerki zaczęły czytać i dzielą się tą nowiną w mediach społecznościowych. Chwała im za to! Może młodzież w wieku gimnazjalnym sięgnie w końcu po druk. Ale…właśnie. Pojawia się „ale”. Zauważyliście, że większość książek to poradniki? Modowe, motywacyjne, „jak osiągnąć sukces?”, „jak jeść, żeby nie przytyć?”… . Nie, żebym się czepiała. Ale wiecie – przeczytanie „50 twarzy Grey’a”, nie zrobi z Was moli książkowych.

Już tłumaczę, o co dokładnie mi chodzi. Może od czasu do czasu warto byłoby sięgnąć po jakąś „wyższą” literaturę? Osobiście polecam chociażby powieści Harlan’a Coben’a. Mnie wciągają, pochłaniają. Co do Grey’a – przeczytałam. Przebrnęłam przez trzy części, po czym doszło do mnie, co ja takiego zrobiłam. Język w tej książce (nie wiem, czy to wina tłumaczenia, choć nie podejrzewam) jest prosty niczym konstrukcja cepa. Jeżeli nie gorszy. Powtórzeń nie jestem w stanie zliczyć.

Apeluję! Do wszystkich użytkowników Internetu! Polecajmy sobie nawzajem emocjonujące, warte uwagi powieści. Poradniki też są potrzebne. I dobrze, że istnieją. Po nie także warto sięgać. Ale konieczny jest też rozwój. Odkrywanie nowych rzeczy. Polecam.

2. Zakupoholizm wtórny.

Tak wygląda Wasze poszukiwanie ubrań? Współczuję. Z całego serca.

Do czego piję? Zauważyliście, że niektóre marki „wybijają się” poprzez blogerki? Wysyłają im ubrania. Blogerzy robią reklamę. I ta dam! Po kilku miesiącach dana firma ma setki zamówień od czytelników. Pewnie sami bylibyście w stanie wymienić kilka marek, które prowadzą sprzedaż wyłącznie internetową i które „kochają” blogerki. No właśnie? Kochają, czy tylko reklamują? Ile razy widzieliście „wyprzedaż szafy”? Opis: sukienka nowa z metką, założona raz do zdjęć. To taka trochę pusta reklama. Sami pomyślcie. Najpierw zachwycacie się blogerką w nowym ubraniu, po czym po dwóch czy trzech miesiącach dowiadujecie się, że miała tą rzecz na sobie raz. Czy tym sposobem firma staje się dla Was wiarygodna? Dla mnie nie.

Jako, że mam kilka znajomych blogerek, to gdy widzę jakiś ładny ciuch na ich stronie, a widzę, że został im wysłany, albo kupiły go w jakimś sklepie internetowym – pytam, czy naprawdę warto. I już nie raz otrzymałam odpowiedź, że niekoniecznie… .

A wracając do obrazka, który miał zilustrować problem. Usiądźcie spokojnie. Przeanalizujcie. Czy naprawdę potrzebujecie dziesięciu par butów, w tym samym rodzaju, tylko, że w różnych kolorach? Ok. Przyznam, że mam dwie pary szpilek (i są to chyba moje jedyne buty na obcasie), które są do siebie bardzo podobne – jedne czarne, drugie beżowe. No, ale to chyba logiczne. Ale pytam się – po co Wam 10 par Air Maxów w różnych kolorach?! Pewnie tylko ja tego nie rozumiem. I pewnie znowu się czepiam. Fakt. Ich życie, ich szafy, ich pieniądze…ich czas, żeby coś w tych górach ciuchów znaleźć. Zapomniałabym. No tak. Chyba znalazłam rozwiązanie. Przecież blogerka nie wyjdzie dwa dni pod rząd w tych samych ciuchach, w tym samym…”ałtficie”.

3. Ciuchy po domu.

Źródło: www.honeyslingerieboutique.com; po prawej - autorka :P

Źródło: http://www.honeyslingerieboutique.com; po prawej – autorka 😛

Jak wyglądają Wasze ciuchy w domu? Bardziej, jak po lewej, czy jednak stylówa jak po prawej? Tak tak…zdjęcie po prawej to moje stopy. Nie chodzę w domu w koronkach (chyba, że liczy się ta obecna na bieliźnie), śpię w piżamie w króliki. A nie w koszulach zapinanych na guziki. O zgrozo. Tyle „hejtu”. Ale odbiegając już od seksownych piżamek, krótkich koronkowych szortów, co to w nocy w tyłek wchodzą, niczym stringi i koronkowych staników, które rano po przebudzeniu zachowują się niczym anakonda i chcą Was udusić, owijając się wokół szyi… Czy jak wracacie do domu, przebieracie się? Czy paradujecie w garniturach i sukienkach? Przesadzam? Jak zawsze.

Co więcej, niektóre blogerki to nawet w eleganckich butach po domu spacerują. Ale wiecie, jak jest – nigdy nie wiadomo, kiedy będziecie sobie chcieli „strzelić” selfie. I co wtedy? W pomiętej, wyciągniętej koszulce, która jest Wam trzy rozmiary za duża? I w zwykłych legginsach z Lidla?! Oszaleliście?! Kto to „polajkuje”?!

Ja chyba jednak zostanę przy pluszowych bamboszach, za dużej koszulce i legginsach z Lidla. Tak. Teraz też mam ten zestaw na sobie.

Ale dość o tych ciuchach. Chciałam jeszcze wylać swoje żale na temat ilości kosmetyków…ale to chyba zostawię na osobny post. I chyba nawet mam na niego pomysł 😉

4. Psychofani.

Źródło: polischbeliebers.blogspot.com

Źródło: polischbeliebers.blogspot.com

Spotkaliście się już z tym zjawiskiem? Ręki uciąć sobie nie dam, ale jestem pewna, że tak. Dlaczego o tym wspominam? Na mnie samą zostało ostatnio wylane wiadro pomyj, po tym, jak skomentowałam zdjęcie znajomej blogerki na Instagramie. Komentarz był odpowiedzią na wyrzuty i pretensje pod jej zdjęciem i był czystą ironią. I już wiem – nigdy więcej tego nie zrobię. Uważajcie na komentarze. A jeżeli to, co napisaliście ma być ironią – lepiej to zaznaczcie. Przeczytałam wtedy chociażby, że mam użyć „maści na ból dupy”, i jeszcze kilka innych. No cóż. I chociaż mam raczej silny charakter, to trochę mnie to dotknęło.

Ale nie pierwszy raz spotkałam się z taką sytuacją. Wiecie, blogerki to normalne, żyjące osoby. Też mają znajomych. Wy pewnie też czasami odzywacie się do znajomych w sposób, który dla niektórych mógłby się wydać obraźliwy. Czy rozmawiacie właśnie w ten sposób. Ironizujecie. Ja tak robię. Moi znajomi także. Niestety. Tutaj napotykamy zjawisko…fanek. Fanów. Psychofanów! Te osoby będą broniły swojego „idola”. Nawet, jeżeli komentarz był konstruktywną krytyką, ironicznym żartem/komentarzem, czy nawet poprawieniem, na przykład błędu językowego. O zgrozo. Trzymajcie się wtedy. Oberwiecie na pewno.

Ciekawe jednak jest to, że czasami do tej „wymiany poglądów” włączają się same blogerki/blogerzy. I co się okazuje? Przyjmują krytykę, dziękują, bronią biednego niczemu niewinnego komentującego. Ja jednak nauczyłam się jednego – gdy komentujesz tego typu zdjęcie, wypowiedź, czy cokolwiek – zastanów się 100 razy!, zanim klikniesz „opublikuj”. Taka moja rada.

5. Nie zapominaj o byciu FIT!!

Źródło: edgestrength.com

Źródło: edgestrength.com

Co do zdjęcia – jak przeczytacie to się dowiecie 😛 A poza tym – lubię The Rock’a xD

Niektórzy pewnie pamiętają (albo i nie) mój wpis o fenomenie bycia fit. Jeżeli nie – odsyłam. Warto przeczytać 😉

Blogerki nadal są fit. Nadal nas motywują. Już od kilku ładnych miesięcy. Ale tutaj też znajdujemy dwa typy. Jeden to ten, który faktycznie: ćwiczy, biega, zdrowo się odżywia – lub mówiąc inaczej – odżywia się ŚWIADOMIE. Ale jest też ten drugi typ…który trochę mnie irytuje. Niby ćwiczy. Niby biega. Ale cheat day, co drugi dzień?!

„Ale przecież ona tylko pije kawę z McDonald’a.” Serio? Albo odżywiasz się w miarę świadomie i zdrowo (co ja staram się robić), albo oszukujesz samą siebie. Rygorystyczna dieta i płacz przy mijaniu regału z czekoladą, bo przecież NIE MOŻESZ jej zjeść? A ja jem. Jem też kebab. Częściej niż chyba powinnam. Ale nie wiem tego. Jeżeli mam na coś ochotę, idę i to zjadam (dlatego mała przerwa techniczna w pisaniu – zgłodniałam!). Nie jestem na diecie. Schudłam 7 kilogramów i uwierzcie mi, w moim przypadku, to w zupełności wystarczy. Ubieram się na dziale dziecięcym w H&Mie 😛

Także może jednak po prostu jeść trochę bardziej świadomie? Pięć posiłków dziennie (w miarę możliwości)? Więcej owoców i warzyw. I może warto zastąpić te ziemniaki (a ja tak bardzo kocham pyry!) przy obiedzie jakimiś brokułami? Sałatką? Zachęcam. Także, a może i przede wszystkim do gotowania. To naprawdę nie jest trudne! Jestem samoukiem, lubię gotować, i także dzięki temu mam kontrolę nad tym, co jem.

6. Snapchat – ludzka twarz blogerek.

Źródło: play.google.com

Źródło: play.google.com

I teraz będzie bardzo pozytywnie. W większości, mam nadzieję.

Nie znacie jeszcze aplikacji z duszkiem? Pewnie znacie. A jeżeli nie – warto poczytać i może spróbować.

Przyznam się Wam szczerze, że tak – używam tej aplikacji. Oglądam snapy blogerek. I widzę, że pokazują swoją ludzką twarz. Muszę przyznać, że naprawdę dzięki tej aplikacji zmieniłam zdanie na temat niektórych, tych bardziej znanych blogerek. Zobaczyłam, że to naprawdę są ludzie, a nie roboty. Że nie zawsze są idealni.

Wiem. Pewnie powiecie, że ten ostatni punkt, to całkowite zaprzeczenie, tego co przeczytaliście wcześniej. Ale gdzie tam. Wyjątek potwierdza regułę. Zdania na temat niektórych nie zmieniłam…i pewnie nie zmienię.

Ja osobiście korzystam z aplikacji Snapchat, do „kontaktu” ze znajomymi. Teoretycznie na żywo (w zależności, czy snapy dodawane są na bieżąco) możecie obserwować, co dana osoba robi, w danym momencie. Dla mnie i mojego przyjaciela w Anglii to świetny sposób komunikacji…zresztą jeden z wielu, z których korzystamy (Patryk – buziaki!!).

Snapchat to taki trochę…mały Youtube. Tylko, że po raz kolejny – to znowu tylko obraz i dźwięk. A co z czytaniem? Obserwujemy czyjeś życie. Blogerki pokazują nam się z tej prywatnej strony. Czy pokazują zbyt wiele? Łamią granicę prywatności? Myślę, że każda z nich pokazuje to, co chce. I ile chce. Nie mnie oceniać.

Ale jeżeli chcecie lepiej poznać swoje „idolki”, warto zajrzeć na Snapchat i obserwować ich snapy. Blogerki często organizują na nich „Q&A” – wy zadajecie pytania na Instagramie, czy Facebooku, a one odpowiadają.

Ja i Snapchat? Lubię gadać sama do siebie. Ale moje życie jest stosunkowo nudne. Nie miałabym niczego ciekawego do pokazania. Chyba, że to jak gotuję. Może kiedy już będę na miejscu w Paryżu, coś się pojawi. Łatwiej będzie mi na bieżąco opowiadać, co się dzieje.

 

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Brawa dla Was, jeżeli tak się stało.

Następne posty niebawem. Mam nadzieję, że jeszcze w weekend. Ale wiecie – GP Singapuru w telewizji. Najpierw pasja, potem blog 😉 Będzie słowo o wakacjach, które w tym roku były jednymi  najlepszych!!

 

Do następnego! Buziaki!

Reklamy

5 komentarzy

  1. A dla mnie post jest świetny !
    Napisałaś to czego wiele blogerek się boi, ponieważ mogą stracić „reputację”
    Gratuluję odwagi !
    http://claudettek.blogspot.com/

  2. Przeczytałem całe dokładnie, z nadzieją trafienia na „Buziaczki Amciu! :*” – zawiodłem się masakrycznie!

  3. haha czyje sie rozwalona tym wpisem w calosci 😀 z wiekszoscia sie zgadzam, procz snapa bo go nie uzywam wiec nie mi sie o tym wypowiadac.
    wszystko co napisalas tez zauwazylam. ale… moze i ktos lubi spac w koronkach i fasonach duszacych go, a nie w krolikach? i co wtedy? 😀 ja tez wole kroliki i wlochate skarpety, w ktorych siedze piszac piekny, wyrafinowany post, dokladajac do niego zdjecia mnie uczesanej, wymalowanej, ubranej. a po drugiej stronie…. pizama i kapcie 😀 co do czytania to teraz taka moda, ze zamiast uczyc sie madrosci ubiwersalnych z ksiazek, wyciagajac wlasne wnioski i nauke dla siebie, lubione jest powtarzanie schematow z poradnikiw i motywatorow ksiazkowych. zero wlasnej refleksji. trudno. :p ja za Graya sie nawet nie biore, wole cos z innej polki, niz must have zeby sie pochwalic ze czytalam.
    fit jest teraz takie modne, takie top, jak nie odzywiasz sie fit i nie masz rozmiaru XS, nie jestes bloggerka i nikt Cie nie zechce :p
    a co do pustej reklamy… przysparza mi to wielu mysli. bo tak jak mowisz – u wieeelu widzialam nowe rzeczy z metka, bo zalozone tylko do zdjec. i co, to jest ta taka swietna firma, wspaniala sukienka, ze az mysze ja sprzedac po jednych zdjeciach 😀 a co do butow to staje w obronie, bo jak ktos kocha buty, to nigdy ich za wiele! 😀

    1. Po pierwsze dziękuję za komentarz 🙂
      Po drugie masz rację – jeżeli ktoś woli być podduszany to jego wybór 🙂
      A co do butów, to ja kocham tylko trampki. Ale nie mam miliona par 😛

    2. no, na przykład ja uwielbiam spać w koronktach, chodzić w koszulach po domu, czytać Greja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Anna Saccone Joly

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Zoella | Beauty, Fashion & Lifestyle Blog

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Na Marginesie Życia

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Moje Malinowe Love

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Normalnaya

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Comments for MDV Style | Street Style Magazine

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Kristine Ullebø

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Juliette in Wonderland

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Julia Nessa ♥

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Secondhand Dandy

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

FROM SKY ON HEELS

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

GALLA.

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

hardcandeeeLilli

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Beauty Fashion Shopping

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

Be The One

Nie zawsze obiektywne spojrzenie na świat.

%d blogerów lubi to: