Motoryzacja kobiecym okiem: muzea Ferrari we Włoszech.

Przy powstawaniu tego posta powstał jeden konkretny problem. Okazało się bowiem, że mam mnóstwo zdjęć. Postaram się jednak wybrać najlepsze. Ale przejdźmy do sedna.

Ci, którzy mnie znają dobrze znają moją pasję, którą jest Formuła 1. O tym, dlaczego tak jest, jak to się stało – myślę, że poświęcę temu osobny post. Bo nie chodzi tylko o Formułę 1, ale także o motoryzację.

Słowem wstępu – dziwnie się złożyło – wczoraj podczas GP Singapuru na najwyższym stopniu podium stanął kierowca teamu Ferrari, Sebastian Vettel. Przypadek? A może inspiracja?

Udało mi się w tym roku spełnić marzenie – odwiedziłam muzea Ferrari we Włoszech. W Maranello i Modenie. I właśnie dzisiaj zapraszam Was w małą podróż. Po takim „moim” świecie.

Wakacje spędzałam z rodzicami. Zgodnie uznaliśmy, że skoro już wybieramy się do muzeum Ferrari to trzeba się odpowiednio ubrać. Stąd też każdy z nas miał na sobie koszulkę z logo zespołu. I tak oto przedstawiam pierwsze zdjęcie. Przy bolidzie Michaela Schumachera z roku 2006.

20150812_111739

Ale, żeby nikt się nie pogubił – kilka potrzebnych rad i informacji:

  • bilety – można rezerwować na stronie internetowej każdego muzeum, jednak moim zdaniem nie ma takiej potrzeby, można kupić w jednym muzeum bilety do obydwu obiektów;
  • transport pomiędzy muzeami – owszem, muzea dzieli 20 kilka kilometrów; można skorzystać z transportu muzeum, jednak obsługa ostrzegła mnie, że ze względu na przejazd przez centrum miast, podróż może trwać nawet godzinę, my wybraliśmy swój własny samochód;
  • parkingi – bo to chyba też ważne: w Maranello parking jest płatny, w zupełności wystarczy Wam godzina na zwiedzenia muzeum i obejrzenie pamiątek, a nawet na wypicie kawy.

Przejdźmy do samego muzeum. I zaczynamy w Maranello. Tak. W tym samym, w którym znajduje się fabryka Ferrari. I w tym samym, w którym przed GP Singapuru, Kimi Raikkonen ćwiczył w symulatorze procedurę startu 😉

Na pewno będziecie wiedzieli, że dojeżdżacie do muzeum. Zobaczenie Ferrari na ulicy nie jest żadnym problemem. W sumie trudno się dziwić skoro, miasto jest zamieszkiwane przez ekipę fabryki.

W środku poczułam się, jak w raju. Niemalże od razu szczęka opadła mi do ziemi. Widziałam już bolidy w swoim życiu, ba nawet jednego dotykałam. Ale tutaj miałam przekrój historii tego teamu. Historii bolidów. I bezpieczeństwa.

DSC05859 DSC05861 DSC05862 DSC05865

Perełki co? Emocje były ogromne. Mogłam zobaczyć, jak dokładnie wygląda i działa dyfuzor, porównać ewolucję wyglądu kierownicy w poszczególnych latach. Gratka dla fanów. I psychofanów, jak ja. Przyznam się szczerze, że byłam tak zachwycona tą wizytą, że nie jestem w stanie opisać niektórych rzeczy słowami. Muzeum nie wydaje się duże. „Eksponatów” jest sporo. I człowiek nie czuje nudy. W każdym zakamarku odnajduje coś innego, nowego. Albo starego, jak chociażby maszyna do tankowania bolidów…

DSC05875

I tak. „Stety” bądź niestety – dwa razy łza w moim oku się zakręciła. Pierwszy raz, gdy przechodziłam wzdłuż ściany, na której znajdują się wszyscy kierowcy Ferrari. Także Ci rezerwowi. I dotarłam do czasów obecnych. I gdyby nie moja mama, zauważyłabym pewnie to zdjęcie jako jedno z ostatnich. Jules Bianchi. Fani Formuły 1 będą dobrze wiedzieli, o kogo chodzi. Zmarł 17 lipca obecnego roku w wyniku obrażeń odniesionych podczas wypadku na GP Japonii w roku 2014. I może nie byłoby mi tak przykro, gdyby nie to, że jego zdjęcie z autografem, jest jedną z moich pamiątek z wyjazdów na Grand Prix Węgier.

DSC05871DSC05873

Krążyłam dalej pomiędzy bolidami i samochodami wyścigowymi, aż dotarliśmy do moim zdaniem – najlepszego miejsca w muzeum. Sala z trofeami. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego, ale poczułam się poruszona. Łzy same cisnęły się do oczu. Na podeście wystawione zostały wszystkie bolidy, które zdobyły mistrzostwo świata. A na przeciwległej ścianie, stały trofea z wygranych wyścigów. Magia! Na ekranach nad bolidami przedstawione zostały filmiki ze zdobywania tytułów mistrzów świata. Usiadłam na małej kanapie. Wsłuchiwałam się w dźwięk silników. Niesamowite.

DSC05878

DSC05880

W sali w gablotach znajdowały się także repliki kasków i zdjęcia kierowców, mistrzów świata.

DSC05884 DSC05885

I tam także zostałam „złapana” przez tatę. Zrobił mi zdjęcie, które chyba idealnie pokazuje to, jak bardzo byłam zachwycona tym, co widzę. Niczym dziecko w sklepie ze słodyczami. Czułam się naprawdę wspaniale. I mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę.

20150812_112731

I kiedy wydawało mi się, ze to już koniec atrakcji, że nic mnie nie zaskoczy… . Udało im się. I mnie też. Spełniłam marzenie małej dziewczynki. Usiadłam w bolidzie. Ja!! Siedziałam. Zdjęcie pamiątkowe zostało zrobione, ale wywołane zostało na miejscu. I to będzie ta jedna sytuacja, kiedy musicie uwierzyć mi na słowo. Zrobienie zdjęcia zdjęciu nie byłoby najlepszym rozwiązaniem.

Oczywiście dla prawdziwych fanów Formuły 1 i zespołu Ferrari – czeka nie lada gratka. Można przejechać się w symulatorze bolidu. Przejazd jest oczywiście płatny, ale Wasz wynik zostanie wprowadzony do komputera. Z tego, co mi wiadomo raz na jakiś czas wybierane są najlepsze czasy. A osoba, która osiągnie czas najlepszy z najlepszych będzie mógł wsiąść w prawdziwy bolid i pokonać tor w Maranello. Nie. Nie przejechałam się. Zostaję przy Xboxie. 🙂

Modena. Dom Enzo Ferrari.

Jednak mogło być jeszcze lepiej. Dwa budynki. Silniki. Bolidy. Samochody. Łódź. Stare i nowe. I znowu czułam się, jak małe dziecko.

Muzeum w Modenie ma nieco inny klimat. To tam poznajemy prawdziwą historię marki, jaką jest Ferrari. Zaglądamy nawet do biura samego Enzo Ferrari.

Oczywiście silniki musiałam obejrzeć dokładnie, z każdej strony. Zapytać tatę, a co to, a po co, a do czego? Tak. „A jak to działa?” Taka już jestem. Lubię wiedzieć. A jeżeli chodzi o motoryzację…to lubię wiedzieć DUŻO. I tym razem skupię się na zdjęciach.

DSC05900 DSC05897 DSC05908 DSC05907 DSC05910 DSC05903

Tyle piękności. Tyle dobrego. I kupiłabym je wszystkie. I jeździłabym. Oj tak. Jestem miłośniczką starszych modeli samochodów. Nie tych nowoczesnych, super szybkich. Chociaż te też mają w sobie „to coś”. Obecnie w drugiej części muzeum odbywa się mały „spektakl”. Wchodzimy do sali pełnej samochodów. Tych starych, jak i tych nowych. Spokojnie. Zdążycie zrobić zdjęcia. Ale w pewnym momencie, obsługa zasunie kotarę. Na sali zgasną światła. Na ścianie i na sufie pojawiają się samochody, zdjęcia Enzo Ferrari. A z głośników wydobywa się głos Luciano Pavarottiego. Link do fragmentu prezentacji (filmik nie jest mój ;)) – KLIK. Ożeż! Miałam ciarki na rękach, łzy w oczach. Niesamowite połączenie! Polecam każdemu. Nawet tym, którzy nie pasjonują się Formułą 1.

DSC05924DSC05915 DSC05917 DSC0592120150812_135911 20150812_135951

Całowałam. Pozowałam. I pomimo tego ukropu, który panował na zewnątrz – to był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Razem z rodzicami wspominamy muzea do dzisiaj. Świetna przygoda.

Zakupy!!

No przecież w końcu jestem kobietą? Sklepiki są w obydwu muzeach. Oprócz tego w okolicy muzeum w Maranello…jest zatrzęsienie sklepików.

Ja polecę Wam jeden, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Fan i psychofan. Cała rodzina. Dziecko też. Nawet takie, które jeszcze samo nie chodzi. Wiecie, że istnieją wózki Ferrari? I foteliki samochodowe? I śpioszki? Moje dziecko będzie kiedyś biedne 😉

Obok sklepu na pewno przejedziecie, zmierzając do muzeum w Maranello. A jeżeli nie – voila – znalazłam adres: Via Abetone Inferiore, 19 – 41053 Maranello 🙂

Źródło: comune.maranello.mo.it
Źródło: comune.maranello.mo.it

Rowery, walizki, akcesoria dla najmłodszych (które wymieniłam wyżej), ubrania, zegarki, długopisy. A dla prawdziwych fanów: repliki kasków, a nawet kombinezon z autentycznym autografem. No swoje kosztuje, nie ukrywam. Ale jak kogoś stać. Jak ma taki kaprys. Nie mnie to oceniać. W sumie strój na Halloween gotowy.

Osobiście dokonałam skromnego, ale jakże wyczekiwanego zakupu – obudowy do telefonu. Oczywiście z logo Ferrari!

Zostawiam Was z tą prędkością, czerwonym kolorem…

Warto marzyć, bo marzenia się spełniają. Nawet te najdziwniejsze…jak siedzenie w bolidzie 😉

Pozdrawiam!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s