Paryż po atakach – ten feralny piątek 13…

Od ataków terrorystycznych w Paryżu minął prawie tydzień. Zastanawiałam się, czy w ogóle chcę komentować te wydarzenia, czy chcę się do nich odnieść. Nie chcę (pomimo kierunku studiów, jaki ukończyłam), żeby ten blog miał w jakikolwiek sposób wydźwięk polityczny.

Jednak dlatego, że nadal jestem zasypywana wiadomościami od znajomych i nie tylko, a propos tego, czy aby na pewno wszystko u mnie w porządku – chcę się z Wami podzielić moimi emocjami i niejako moim zdaniem na temat przyszłości. Nie mam jednak zamiaru mieszać się w wymianę poglądów politycznych czy kulturowych. Żadnych dyskusji na temat: a dlaczego tak się stało? Jak myślisz kto jest winny? „Francja ma to czego chciała”…

To będzie po prostu małe…sprawozdanie z tego, jak z mojego punktu widzenia wyglądały ostatnie dni.

Na wstępie chciałam zaznaczyć, że nic mi się nie stało. Jestem cała, zdrowa i bezpieczna. A miniony piątek spędziłam w swoim pokoju.

Piątek.

Gdyby nie Patryk, który przed 23 wysłał mi link do strony TVN 24, pewnie długo nie wiedziałabym, co się dzieje. W moim obecnym pokoju nie mam telewizora. Słyszałam tylko mnóstwo syren policyjnych, czy tych należących do pogotowia i straży pożarnej. Oglądałam jakiś film na laptopie i nie zaglądałam na strony informacyjne. Zaczęłam jednak czytać wiadomości na stronie…Stade de France – pomyślałam: „To daleko ode mnie”. Niestety potem „zjechałam” niżej. Dzielnica 11, 10… Tak. Dla informacji – mieszkam w 10. W sumie na pograniczu 10 i 9 dzielnicy w Paryżu.

Wystraszyłam się. Zamknęłam drzwi do studia i okno. Czytałam kolejne informacje. Rodzice byli już w drodze do mnie, ponieważ akurat w ten weekend mieli mnie odwiedzić w Paryżu. Nie wiedziałam: dzwonić czy nie? Denerwować ich? Nie miałam pojęcia w którym miejscu są. Jednak chwilę po 23 dostałam smsa od mamy z pytaniem – czy już śpię?

Domyśliłam się, że już o wszystkim wiedzą. Byli w okolicy Berlina kiedy się zdzwoniliśmy. Przy pierwszym telefonie wszystko było w porządku. Pogadaliśmy, zapewniłam ich, że siedzę bezpieczna w pokoju. Wyszłam na korytarz i porozmawiałam z Seliną (dziewczyną ze Szwajcarii, która mieszka w studiu obok). Dopiero wtedy nieco się zdenerwowałam: jak się okazało Mckyle – Amerykanin, który także mieszka w studiu był na Stade de France. Napisał do nas, czy wszystko w porządku…ale potem przestał się odzywać.

Chwilę później przyszła wiadomość od Corinne – sekretarki naszej szkoły. Pytała, czy nic nam nie jest. Oczywiście musiałam ją poinformować, że Mckyle jest na stadionie. Niedługo potem znowu zadzwonili rodzice. Rozpłakałam się. Przeczytałam, że Francja zamyka granicę. Bałam się, czy rodzice w ogóle będą w stanie do mnie dojechać.

Nie spałam do godziny 3 w nocy. Czekałam, aż usłyszę trzaśnięcie drzwi i będę wiedziała, że Mckyle wrócił. I tak właśnie było. Odetchnęłam z ulgą. Natychmiast wysłałam wiadomość do Corinne, że wszyscy jesteśmy bezpieczni. I dopiero wtedy, chociaż też z ogromnym trudem mogłam położyć się spać.

Sobota.

Przespałam 4 godziny. Może trochę więcej. Byłam zmęczona fizycznie i psychicznie. Otworzyłam okno i okiennice. Wyszłam na balkon, pomachałam mieszkańcowi hotelu naprzeciwko, który tak, jak ja rozglądał się po okolicy. Cisza. Kilku mieszkańców w drodze po lub z zakupów.Zadzwoniłam do rodziców. Mieli być u mnie po godzinie 9.

Mieszkam na 5 piętrze…ale gdy zobaczyłam samochód rodziców, który wyłonił się zza zakrętu, zbiegłam na dół najszybciej, jak mogłam. Zanim tata zdążył wyciągnąć telefon, stałam przy ich samochodzie. Rozpakowali się, zrobiliśmy zakupy w pobliskim sklepie. Wróciliśmy do mnie i zjedliśmy śniadanie. Nie byłam do końca pewna, czy chcę gdzieś wyjść. Ale w końcu rodzice przyjechali spędzić miło weekend. Pokonaliśmy na pieszo, po Paryżu prawie 15 km. Owszem – widziałam policjantów, wojsko…ale było ich tylu co zawsze. Wieczorem poszliśmy nawet zjeść kolację w restauracji, w pobliżu Gare du Nord.

Niedziela.

20151115_101347

Może po raz kolejny nie byłam specjalnie wyspana, ale zdecydowaliśmy się na kolejny spacer. 20 km. Pogoda była przepiękna. Jakby miała „wynagrodzić” wszystko, co miało miejsce w piątek.

Zaczęliśmy od Montmartre. Potem tata zapytał, czy moglibyśmy zajrzeć gdzieś w okolicę miejsc zamachów. Bałam się tego, ale zdecydowaliśmy wspólnie odwiedzić plac Republiki. Słońce w pełni, czyste niebo. Tłum ludzi, trzymających się za ręce, którzy okrążyli pomnik. Ciężko było powstrzymać łzy. Kwiaty, świeczki, kartki…

Nigdy nie byłam tak blisko takich wydarzeń. Nawet teraz, gdy piszę i przypominam sobie piątek, czy widok na placu Republiki…robi mi się zimno.

Przespacerowaliśmy się pod Notre Dame. Chciałabym zaznaczyć, że wszędzie było mnóstwo ludzi – także turystów. Zjedliśmy mały lunch w jednej z tamtejszych knajpek. Stamtąd ruszyliśmy w stronę Luwru i Pól Elizejskich. Mijaliśmy mnóstwo ludzi. Korzystaliśmy z metra. Gdyby nie zamknięte sklepy, człowiek miał wrażenie, jakby tak naprawdę nic się nie stało…

Poniedziałek.

O godzinie 9 mieliśmy wszyscy (uczniowie i nauczyciele) spotkać się w szkole. Guido – nowy dyrektor chciał z nami porozmawiać. Razem zdecydowaliśmy, że dobrym pomysłem jest zaproszenie, znajomej Guido, Pani psycholog.

Ogłoszono, że w całej Francji o godzinie 12, pamięć o ofiarach zostanie uczczona minutą ciszy. Wybrałam się z rodzicami do Galeries LaFayette. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zobaczę coś takiego na własne oczy. Tuż przed 12 w całej galerii odezwały się interkomy, w trzech różnych językach. Głos prosił o zatrzymanie się i minutę ciszy. Cała galeria zamarła na minutę. Cisza. Kompletny spokój. Wszyscy gromadzili się na środku galerii lub na balkonach.

Pożegnanie z rodzicami we wtorek rano, nie należało do prostych. Jednak nie do końca wiem dlaczego. Chyba jednak bardziej bałam się o nich. Nie o samą siebie.

 

Faktycznie. Wczoraj naszą szkołę odwiedziła Pani psycholog. Było sporo łez, emocji. Grupowe przytulanie też. Dzisiaj był kolejny normalny dzień w szkole. Cały czas rozmawiamy o tym, co się stało, ale wszyscy chcą żyć dalej.

A ja? Osobiście? Jak się czuję? Chyba nie do końca dochodzi do mnie to, że w sumie miałam szczęście. To był pierwszy piątek od mojego przyjazdu tutaj, gdy naprawdę zostałam w pokoju. Normalnie, zazwyczaj gdzieś wychodzimy. Co weekend spotykamy się, żeby razem coś wypić. Nie chcę żyć w strachu. Mam pewne obawy, ale nie wracam do Polski. Zostałam. Chociaż w pierwszym momencie w piątek chciałam rzucić się na walizkę i zacząć pakować. Tylko, co by to dało? Czy jest miejsce, gdzie mogę być w stu procentach bezpieczna?

Wczoraj, razem z grupą ze szkoły i Alice, jedną z nauczycielek, wybraliśmy się na spacer po wieżę Eiffla. Na pieszo. Godzina marszu, ulicami Paryża. Zatłoczonego, jak zawsze.

20151118_172500 20151118_173525

Ale nasz spacer miał swój cel: chcieliśmy zobaczyć oświetloną wieżę. „Ubraną” w barwy Francji.

20151118_180700

Zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie, niż kiedykolwiek…

 

Nie jestem do końca pewna, czy dotarło do mnie to, co stało się w piątek. Staram się funkcjonować tak, jak przedtem. Wychodzę na miasto, spaceruję. I naprawdę nie czuję strachu. Może nieco niepokoju. Jednak jutro planujemy wyjść wszyscy razem, znowu na piwo. Znowu wieczorem. Nie można przecież zamknąć się w pokoju i w ogóle nie wychodzić. Zresztą – uwierzcie mi – mało kto siedzi w domu.

Takie wydarzenia chyba umacniają człowieka. Przekonałam się na własnej skórze, że nie znasz dnia, ani godziny. Trzeba korzystać z życia, jak tylko się da.

Chciałabym też zaznaczyć, że wbrew temu, co podawały wczoraj niektóre polskie media: obława miała miejsce poza centrum Paryża. Saint Denis to zarówno ulica (która znajduje się 5 minut ode mnie), a także mała „miejscowość”. Także uspokajam. Nic mi nie jest. Jestem bezpieczna. I chyba jeszcze przez długi czas przyjdzie mi to powtarzać znajomym, którzy tak bardzo się martwią.

Dziękuję im raz jeszcze. Dostałam mnóstwo wiadomości…także od tych, z którymi od dawna nie mam kontaktu. Dziękuję z całego serca. Także tym, którzy rozmawiali ze mną przez większą część nocy, starając się zająć moją głowę czymś innym.

 

A teraz Was zostawiam. Uciekam zrobić kolację. Jutro prawdopodobnie wybieram się na małe nagranie do francuskiej telewizji. Może uda mi się zrobić kilka zdjęć. 🙂

Trzymajcie się ciepło! I bezpiecznie!

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s