Dlaczego Paryż przestał mnie uszczęśliwiać…słowo o powrocie.

Trochę to trwało, ale tytuł mówi sam za siebie. Nadszedł czas podejmowania ważnych decyzji. I nie będzie to post pełny zdjęć…będzie kilka. Pomyślałam, że napiszę dlaczego wracam – może ktoś właśnie też siedzi na obczyźnie i czuje się podobnie.

OSTRZEŻENIE! Post jest nieco depresyjny, ale ma pozytywne zakończenie. I naprawdę ciężko było go napisać, ale muszę to z siebie wyrzucić. I wolę to napisać.

O powrocie do Polski zdecydowałam już jakiś czas temu. Pewnie większość się tego spodziewali. Trochę się u mnie działo. Chociaż myślę, że mogłabym kilka osób obdarować różnymi sytuacjami z mojego życia.

Wszyscy zazdrościli mi wyprowadzki do Paryża, mieszkania tutaj, widoku z okna – ale chyba żadna z tych osób nie jest świadoma tego, jak ciężko jest żyć w tak ogromnym mieście w samotności. Chociaż akurat tego nie byłam w pełni świadoma: chodziłam na zajęcia do szkoły, które kończyły się o 16, a od razu potem biegłam na metro, żeby odebrać dzieciaki ze szkoły. Wracałam do domu koło 20.

Ale uwierzcie mi, weekendy nie należały do najciekawszych. Tak wiem, wszyscy widzą piękne krajobrazy, mój uśmiech na twarzy – a co mam robić? Zamknięcie się w pokoju nic by nie dało. Chociaż miałam już takie dni – budziłam się rano i miałam ochotę na powrót zakopać się w kołdrze i schować się przed światem.

Ja zazdrościłam wszystkim zdjęć na Facebooku: z rodziną, przyjaciółmi. Tego, że mogą być blisko nich i spędzać z nimi czas. Mam wrażenie, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ważne jest posiadanie bliskich.

Ale nie to ostatecznie skłoniło mnie do podjęcia decyzji o powrocie. Jedna z sytuacji miała miejsce w metrze. Chyba jechałam gdzieś do centrum, na pewno był weekend. Nagle zrobiło mi się duszno i gorąco (nie – metro było niemalże puste), zaczęły mi się trząść dłonie, brakowało powietrza. Kiedy wyszłam pomyślałam, że to może wynik ataków, które miały miejsce w Paryżu. Ale gdy sytuacja się powtórzyła w szkole, kiedy siedziałam sama w klasie i ledwo doszłam do łazienki, na trzęsących się nogach… .

Spędziłam cały jeden weekend nad zastanawianiem się, co będzie dla mnie najlepsze. Zostanie tutaj i oszukiwanie siebie, że wszystko jest w porządku, sztuczny uśmiech i szukanie swojego miejsca – czy może lepiej wrócić do kraju, porzucić swoje marzenie, ale znowu zacząć się szczerze uśmiechać?

Długo wahałam się z przekazaniem mojej decyzji rodzicom. To dzięki ich pomocy się tutaj znalazłam, także tej finansowej. Właśnie to było też moim…kolcem. Przysięgłam sobie, że tutaj w Paryżu będę żyć na własny rachunek i nie będę prosić rodziców o pieniądze na swoje utrzymanie. Muszę przyznać, że faktycznie mam wspaniałych rodziców, którzy zawsze mnie wspierają. Ale bałam się, że ich zawiodłam. Wiem jednak, że najważniejszą sprawą dla nich jest moje szczęście.

Nie przekreślam całkowicie swojego marzenia o mieszkaniu w Paryżu. Może po prostu nie jestem jeszcze gotowa. Na całe szczęście mam wspaniałych rodziców i przyjaciół, którzy zaakceptowali mój wybór i cały czas mnie wspierają.

Paryż mnie zmienił. Spędziłam tutaj prawie 6 miesięcy, które nie były znowu takie najgorsze. Zostaję do końca następnego tygodnia. Ale mam dla Was małe podsumowanie tego, co się u mnie działo przez ten czas i co mieliście już szansę widzieć w poprzednich postach.

Kiedy przyjechałam do szkoły znowu poczułam się, jak w domu. Wiele osób obiecało mi wsparcie (co potem życie trochę zweryfikowało). Poznałam wspaniałych, ciepłych ludzi i zawarłam kolejne międzynarodowe znajomości. I tak sobie myślę, że te będą trwały jeszcze długo. Na pewno wrócę kiedyś do szkoły. Może w przyszłym roku, albo za dwa? Może podejmę się zdania egzaminu na poziomie C2?

W sumie to spotkało mnie tutaj kilka niesamowitych rzeczy. Byłam na koncercie Matta Pokory – DVD wychodzi 22 kwietnia, już zamówione i zapłacone. Będę się wypatrywać w materiale.

20151211_204309

Byłam na targach książki dla młodzieży, i wystałam swoje 2 godziny po dedykację u ilustratora.

20151206_180732Zajadałam się wspaniałymi rzeczami…może dlatego w końcu udało mi się odzyskać utracone przez aparat ortodontyczny kilogramy. I oczywiście – wypiłam kilka…bardzo dobrych drinków.

20151107_215316 20151128_231919Przydarzyło mi się też coś, o czym chyba nawet w życiu nie marzyłam. Bo takie rzeczy wydają nam się po prostu niemożliwe. Ethan Hawke pojawił się w Paryżu!! W księgarni Shakespeare&Company. Nie weszłam do środka, zamarzłam stojąc na zewnątrz. Ale widziałam i słyszałam! I przyznaję, że miałam na twarzy niesamowitego banana.

20160104_194812W szkole przywitaliśmy też „nowego członka rodziny” – dyrektorowi szkoły Guido i wspaniałej nauczycielce Marion (z którymi wybieram się w poniedziałek na obiad) urodziła się prześliczna córeczka Klara. Nie byłabym sobą, gdybym nie przygotowała jakieś niespodzianki.

20151108_233541Przeżyłam jedne z najlepszych świąt Bożego Narodzenia. Rodzice przyjechali z samochodem załadowanym jedzeniem (tak, jak pewnie niektórzy pamiętają choinkę też przywieźli) i w tym momencie byłam najszczęśliwsza osobą na świecie.

20151224_130330[1]Przed świętami jednak, jak wszyscy wiedzą – w listopadzie w Paryżu miał miejsce atak terrorystyczny. Nikomu tego nie życzę. Fakt wszystko działo się w pewnej odległości od naszej szkoły, ale jednak. Chciałabym tylko zaznaczyć, że to nie jest w żadnym wypadku powodem mojego powrotu. Gdyby tak było, wróciłabym jeszcze w listopadzie do domu.

20151118_180420Odkrywałam nowe miejsca, zrobiłam mnóstwo zdjęć – niektóre nawet bardzo dobre, które niedługo wywołam i znajdę dla nich miejsce w domu. Poznałam kilak naprawdę wspaniałych osób. A przede wszystkim przez kilka miesięcy opiekowałam się dwójką wspaniałych dzieciaków. Opieka nad nimi nie zawsze była prosta, ale dawała mi sporo radości. W zasadzie nie traktowałam tego jak pracy, to były dodatkowe godziny nauki francuskiego…i cierpliwości 😉 Poznałam niemałą część rodziny dzieciaków i dawno, naprawdę dawno nie spotkałam się z tak niezwykle miłym przyjęciem. Wiem, że jeżeli tylko przylecę do Paryża, to będę się musiała z nimi spotkać. Mara chciała mnie zamknąć w swoim pokoju, żebym tylko nie wyjeżdżała. Będzie mi ich brakować.

Zbliżając się do końca – chciałam podziękować wszystkim, którzy byli i są „na blogu”. Którzy go odwiedzają, piszą, komentują. Za wszystkie ciepłe słowa. Koniec mojej paryskiej przygody wcale nie oznacza końca bloga – chcielibyście! Ale ja się nie dam. Mam kilka pomysłów na zmiany i (o zgrozo!) nawet ostatnio przyszły mi do głowy pomysły stworzenia tzw. stylizacji. 😀 Paryż zmieniła mnie w blogowego potworka. Posty o Paryżu także tak szybko się nie skończą. Mam masę zdjęć (ponad tysiąc…) i jeszcze masę historii i miejsc, które chcę Wam pokazać.

Postaram się, aby przed moim powrotem pojawił się jeszcze jeden post – prosto z Paryża. Takie: „Pożegnanie z Paryżem”. Do tego chyba zaangażuje Dziubusia. W końcu to on jest ten fotogeniczny.

20160227_120736Kończę pozytywnie. Mam głowę pełną pomysłów (także na to, co będę porabiać w Polsce), a między nimi tkwi to jedno, największe marzenie, do którego po raz kolejny mam zamiar dążyć. Jak nie wejdę drzwiami, to oknem…w ostateczności szybem wentylacyjnym.

Widzimy się niebawem!

P.S. Tymczasem zapraszam na Instagram albo Snapchat (z którego nadal nie nauczyłam się korzystać, jak prawdziwa blogerka xD) – demoiselleanne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s