Zagubiłam się w pędzie do bycia idealną…

Z góry przepraszam, że jeżeli post wyda się komuś niespójny, trochę zagmatwany. Musiałam z siebie wyrzucić kilka rzeczy i obawiam się, że zrobiłam to w sposób wysoce chaotyczny…ale zapraszam do czytania (i obejrzenia kilku zdjęć z ostatnich miesięcy).

Od kiedy wróciłam z Paryża, czułam się nieco zagubiona. Cieszyłam się, że jestem już w domu: przy rodzinie, znajomych. Znalazłam pracę, przestałam być zatwardziałą singielką… 😉

Ale nie mogłam się odnaleźć. Znalazłam się w tym momencie życia, kiedy po prostu nie wiedziałam co chcę robić. Przecież skończyłam studia, wyjechałam za granicę w poszukiwaniu „swojego miejsca na świecie” – nie udało się, poległam (aczkolwiek nie traktuje tego, jako swojej porażki) – przecież wiem, co sprawia mi radość…

Życie zweryfikowało kilka rzeczy.

Byłam ostatnio bardzo zmęczona, nie miałam na nic ochoty. Chciałam tylko siedzieć w domu, sama ze sobą. Patrzyłam w lustro i nie byłam zadowolona. Zaczęłam chodzić na siłownię (w towarzystwie taty) – walczyłam z własnym ciałem. Okazało się, że moja kondycja jest…cóż, nie ma co owijać w bawełnę – nie było dobrze. Ale chciałam wyglądać tak dobrze, jak dziewczyny w strojach kąpielowych z wakacyjnych zdjęć na Instagramie. Chciałam być idealna i perfekcyjna. Przecież teraz liczy się to czy jesteś fit czy nie. Wszystko jest takie pudrowe, kolorowe, cukrowe, jak z obrazka. Mam jednak szczerą nadzieję, że wiecie, że to nie jest prawda. Życie nie jest idealne. Budzisz się czasami rano, patrzysz w lustro, a tam ogromny pryszcz na środku czoła. Zdjęcie możesz zmienić w photoshopie, ale z twarzą tego nie zrobisz. Ach no tak…makijaż. Tak. Nałóż 3 kg szpachli. Będzie jeszcze gorzej – zaufaj mi. Kolejną czynnością jest spotkanie z szafą. Przewijasz w głowie inspiracji strojów, które widziałaś poprzedniego wieczora w internecie. Zakładasz – nie podobasz się sobie. Wydajesz się sobie gruba.

Wychodzisz do pracy. W jakichś zwykłych, po prostu wygodnych ciuchach. Pewność siebie zostawiłaś pod łóżkiem, skrzętnie ukrytą. Uśmiechasz się, ale czujesz, że wewnętrznie się gotujesz. Mija 8 godzin. Wracasz do domu i w zasadzie zakładasz kolejną maskę. Na Twojej twarzy nadal gości uśmiech, mówisz, że wszystko jest w porządku. Aż w końcu przyszedł dzień, kiedy pękłam.

Miniony weekend stał się moim punktem zwrotnym. Mówię dość. Nie muszę być idealna. W zasadzie wpadłam na to w zeszłym tygodniu. W dość komicznych okolicznościach: nie ugotowałam w domu niczego na obiad, stwierdziłam więc, że pójdę po kebab. Wracałam już do domu, rozmawiając w myślach sama ze sobą (uwierzcie mi takie rozmowy pomagają). I stało się. Jak to tata zawsze mi powtarzał: plecy prosto, biust do przodu, głowa do góry!

Ostatnio ciężko znaleźć mi chwilę dla siebie. Wolną chwilę. Pracuję na pełny etat, a kiedy nie pracuję staram się spędzać czas z rodziną, chłopakiem, czy czytając książki. Zaczęłam doceniać takie chwile dla siebie. Kiedy jestem sama ze sobą, muzyką w tle i mogę się wyciszyć. Po długich dniach w pracy, to jest to czego najbardziej mi potrzeba. Staram się myśleć pozytywnie, planować kolejne rzeczy. Powoli wychodzę z tego stanu „zawieszenia”.

Tak…będę jadła kebaby. Zresztą wiecie, że nigdy nie byłam idealnym materiałem na blogerkę. Ale blog się rozwinie – obiecuję. I tym razem zamierzam tej obietnicy dotrzymać. Będą różne działy. Po prostu będę pisać o tym, co mnie najbardziej interesuje. Będzie prawdziwie i nie zawsze kolorowo. Znajdziecie tutaj trochę słów o motoryzacji, o gotowaniu i wypiekach, może nawet coś tam o modzie (jeżeli kogoś interesują „stylizacje” na wyjście po bułki)…

Odzyskuję radość z życia. Coraz częściej się uśmiecham. Szczęście mi ostatnio dopisuje, chociaż zmęczenie też mnie nie opuszcza. Och, zapomniałabym. Oczywiście będzie też na blogu coś o podróżowaniu. W tym roku czekają mnie jeszcze dwa wyjazdy. Jedno w miejsce, które dokładnie zwiedziłam kilkanaście lat temu, a drugie…z którego nie tak dawno wróciłam 🙂

Pamiętajcie, że zawsze są lepsze i gorsze dni. Życzę sobie najwięcej tych dobrych. Ale nie – nie znajdziecie tutaj kolejnego motywacyjnego bełkotu. Ja osobiście mam go dość. Ta cała motywacja też miała wpływ na mój „upadek”. Nie każdy musi być idealny i perfekcyjny, bo świat stałby się nudny.

Nie zatraćcie się w ślepym dążeniu do celu. Celu, którego w zasadzie sami nie zakładaliście. Świat się zmienia. Media atakują nas z każdej strony, mamy ogromny przypływ aplikacji społecznościowych, w których na żywo możecie obserwować życie drugiej osoby. Taki Big Brother w smartphonie. A ja ostatnio? Zaglądam na Facebook, gdy chcę napisać wiadomość do znajomych. „Oglądam” Snapchat, ale nadal bardzo rzadko go używam. Najczęściej przeglądam Instagram. Szukam inspiracji. Przyznam Wam się szczerze,że chwile bez mediów społecznościowych i telefonu w dłoni są najpiękniejsze. Mój ostatni pełen śmiechu i zabawy wypad z chłopakiem nad jezioro maltańskie, także mogłam nagrać na Snapchacie, zrobić tonę selfie itp. Ale wolę zachować te chwile na swojej…osobistej karcie pamięci – we wspomnieniach.

Każdemu polecam czasami się wylogować. „Opuścić Matrix”. Odetchnąć, pooglądać świat własnymi oczami, a nie przez ekran. Wiem. Przenośne urządzenia pomagają nam zachować te cudowne momenty, na długi czas. Ale ja odnalazłam szczęście w nieuwiecznianiu tych sytuacji.

Chyba tak naprawdę nie nadaję się na obecne czasy 🙂 Czasami przestaję rozumieć świat. Wsiadam do autobusu z książką w formie papierowej, a tam dzieci w wieku 7, 8 lat, grają w głupawe gry na najnowszych modelach smartphonów. Nie rozmawiają ze sobą, nie dyskutują. Mam wrażenie, że nie rozwijają swojej wyobraźni. Pomyślcie (zwracam się do osób, które są mniej więcej w moim wieku – a stuknęło mi 25 lat), ile my potrafiliśmy sobie wyobrazić w dzieciństwie. Jak niewiele było nam potrzeba do świetnej zabawy. Komputer? Smartphone? Woleliśmy ubrudzić się trawą, czy błotem i udawać, że piaskownica na podwórku to cukiernia. Sprzedawaliśmy kulki z piasku i mówiliśmy, że to lody. Wystarczył kawałek kredy, pozbruk, kilka narysowanych kwadratów: „Tu jest mój dom. Patrz! Tu mam łózko, to jest moja plazma.” To chyba też będzie musiało znaleźć się w jakimś poście. Tęsknię za latami ’90.

Chyba dość tego natłoku myśli, który z siebie wyrzuciłam. Deszcz uderza w moje okna, i powoli robi to coraz głośniej, przez co ciężko mi się skupić. Wrócę niebawem. Z nowym wyglądem bloga (ale to jeszcze chwilę potrwa), zdjęciami, pomysłami.

Obiecuję.

Pozdrawiam i witam z powrotem na blogu 🙂

Na następny post zapraszam w piątek 🙂

P.S. Zostawiam małą dawkę zdjęć z ostatnich miesięcy, kiedy nie było mnie na blogu.

20160722_1415241 20160801_2045211 20160831_1512341 20160921_1924061 20160826_1559071

 

Reklamy

One Comment Add yours

  1. Ewelina Gac pisze:

    Dziękuję za ten wpis. Czasem w zyciu coś jest nie tak i nie wiadomo co tu zrobić żeby było dobrze. A rozwiązanie jest jedno: trzeba tylko znaleźć ten haczyk… Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s