Podróże małe i duże: wycieczka i zakupy w Londynie.

Udało mi się. Wybrałam się na tygodniowy urlop w towarzystwie mojej mamy. Naszym celem stał się Londyn. Ostatni raz byłyśmy tam razem jakieś…13 lat temu? Ja w międzyczasie odwiedziłam co prawda to miejsce, ale tylko przy okazji jednodniowego wypadu.

Pogoda oczywiście była dość kapryśna, ale okazała się idealną do długich spacerów. Jak się okazało – pokonałyśmy prawie 100 km, w ciągu 5 dni. Przyznaję, że odkrywanie miast na pieszo jest najcudowniejsze. Zawsze można odkryć jakieś ukryte uliczki i miejsca. A to uwielbiam.

W poście znajdziecie: krótki opis hotelu w którym się zatrzymałyśmy, dość sporą (jak na mnie) dawkę zdjęć (jeżeli któreś będzie nieostre z góry przepraszam – nie posiadam profesjonalnego sprzętu, tylko smartphone :P), to co mnie zaskoczyło pozytywnie i negatywnie, trochę opowieści, i oczywiście…będzie słowo o wyprzedażach. 🙂

Jeżeli ktoś obserwuje mnie na Instagramie, to zapewne wie, że jednym z bohaterów mojego konta jest mój mały pluszowy miś – Dziubuś. Mieliście go już okazję zobaczyć na zdjęciach z Paryża. Tym razem także postanowiłam zabrać go ze sobą. Jest idealnym modelem, a szczerze mówiąc spodobał mi się motyw podróżującego misia. Zrozumiem jednak, jeżeli komuś wyda on się dziecinny (albo i nie zrozumiem :P), jednak to nie będzie ostatni raz kiedy zobaczycie tutaj tego futrzaka.

Hotel.

Zatrzymałyśmy się w Abbey Court Hotel – Hyde Park.

23438115Źródło: http://www.booking.com

Przyznam szczerze, że gdy zobaczyłam hotel od zewnątrz byłam w szoku. Owszem w środku widać, że nie jest to nowy obiekt…jednak wszystko zależy od człowieka. Można powiedzieć, że pokój też zawierał kilka drobnych niedociągnięć, ale szczerze? I tak byłam zadowolona. W zasadzie w pokoju tylko spałyśmy, bo całe dnie spędzałyśmy na dkrywaniu Londynu. Położenie – świetne. 3 minuty od stacji Paddington, jakieś kilka minut od Hyde Park. Do Oxfrod Street maszerowałyśmy może 15-20 minut. Mniej więcej tyle samo do Royal Albert Hall czy Harrodsa.

Transport.

Chyba od tego powinnam zacząć. Oczywiście z Poznania do Londynu poleciałyśmy samolotem (tym razem padło na WizzAir). O moich wrażeniach z podróżowania samolotem postanowiłam przygotować osobny post – czekajcie, bo myślę, że będzie warto.

Co do samego transportu w Londynie…cóż…tak, jak i ceny biletów wstępu do niektórych muzeów, tak i ceny biletów na metro, mówiąc delikatnie – niemalże ścięły mnie z nóg. Za jeden bilet na metro (przejazd z St Pancras na stację Paddington) zapłaciłam 4,90 funta. Szybko dokonałam porównania cen z tymi w Paryżu…no trochę bym pojeździła.

Muzea.

Jeżeli nie wiecie, to jestem oddana i w pełni zakochana w paryskim Luwrze. Nie potrafię tego wyjaśnić. Ale ogólnie rzecz biorąc jestem miłośniczką odwiedzania muzeów. Od dziecka. Po prostu to lubię. Pierwsze na naszej liście było oczywiście Natural History Museum. Wejście do muzeum jest darmowe, dlatego też warto wybrać się tam wcześnie rano, żeby uniknąć tłumów i kolejek. A dinozaury czekają!

20161009_1050501 20161009_111015 20161009_112913 20161009_113325

Ceny wstępu do niektórych muzeów, a nawet do kościoła (!), nieco mnie zaskoczyły. Owszem znowu nastąpiło porównanie względem Paryża (które także Wam przytoczę): wstęp do Luwru – 15 euro, Tower of London – 25 funtów. Może tylko mnie taka cena zaskoczyła, ale jednak.

Wybrałyśmy się więc do British Museum (w którym kolekcje stałe także obejrzycie za darmo) i do muzeum Sherlocka Holmesa – które akurat jest płatne.

Z tego pierwszego nie mam zbyt wielu zdjęć – wycieczki szkolne i ogólny hałas i chaos troszkę mnie zniechęciły. Obejrzałyśmy tylko kolekcje egipską i postanowiłyśmy uciekać, w jakieś spokojniejsze miejsce.

W tym drugim, cóż…poczułam się niczym ryba w wodzie. Jestem fanką przygód Sherlocka (nie, nie tych z niejakim Panem Cumberbatchem…) – uwielbiam zagadki, kryminały…i wersję filmu, którą wyreżyserował Guy Ritchie. Osobiście polecam, chociażby zajrzeć do sklepiku obok.

20161011_094555 20161011_094930 20161011_095637 20161011_100308

Spacerem po Londynie.

Poniżej zostawiam Was z porcją zdjęć z naszych spacerów.

Z niektórych momentów i miejsc niestety mam mało zdjęć (albo w ogóle) – złapało mnie przeziębienie i katar nie dawał za wygraną. A warto nadmienić, że na nowo zakochałam się w Covent Garden. To było jedno z niewielu miejsc w Londynie, które tak utkwiło mi w pamięci. A na dodatek znalazł się tam pewien pan, który swoim pięknym operowym głosem zaśpiewał Hallelujah…miałam łzy w oczach. Ale takie chwile zostawiam w pamięci, czasami szkoda je nagrywać i oglądać przez szklany ekranik.

W kolejności: herbatka u Królowej, Westminster, Duży Ben, Tower Bridge, katedra św. Pawła, a dwa ostatnie zdjęcia, to magiczna okolica hotelu 🙂

20161009_143915

20161009_151703

20161009_145822 20161009_152029 20161012_111740 20161012_11544520161009_093406 20161009_094323

Słowem o zakupach i jedzeniu.

Tak. Harrods także znalazł się na naszej liście miejsc do zwiedzenia. Owszem. Tam poczułam się biedna. 😀

Wiedzieliście, że w środku znajdują się schody egipskie, na których stworzenie wydano 20 mln funtów?! Jak to mówią: „kto bogatemu zabroni…” . Przyznaję, że do dzisiaj przeżywam tą kwotę. Galeria należała do niedawna do rodziny Al-Fayedów, stąd też miejsce upamiętniające śmierć księżnej Diany i Dodiego.

Jedyne miejsce w Harrodsie, które całkowicie skradło moje serce to Food Hall. Znalazłam się w swojego rodzaju raju. Tyle pyszności wokół.

20161013_101657 20161013_102845 20161013_110139 20161013_103746

Nie obyło się bez zakupów w Victoria’s Secret. Niestety, jak to bywa w moim przypadku musiałam zachorować podczas urlopu i wyjęcie telefonu do zrobienia kilku zdjęć, naprawdę nie było pierwszą rzeczą o której myślałam. Tą pierwszą były chusteczki higieniczne do nosa…

Skupiłam się na odwiedzeniu sklepów, których nie mogę znaleźć w Polsce. Obyło się bez wejścia do Primarka i wyniesienia naręcza ciuchów. Dlaczego? Po pierwsze nie miałabym miejsca w walizce, a po drugie – ostatnio stawiam na jakość, a nie ilość ciuchów w szafie…

Oczywiście polecam zakupy na Oxford Street – koniecznie w tygodniu w godzinach porannych, kiedy nie ma tam wszechobecnych tłumów (była wuchta wiary, tej!!) – ale koniecznie zajrzyjcie w boczne uliczki, małe sklepiki mają niesamowity klimat, a i niezłe perełki można tam znaleźć. Dla mnie bardzo ważne było zobaczenie największego sklepu LUSH na świecie. Te kula do kąpieli i zapach…takie SPA w samym centrum miasta.

Odwiedziłyśmy także sklep Hamleys na Regent Street. Pięć – powtarzam PIĘĆ – pięter sklepu z zabawkami. Tak, to był drugi raj, w którym się znalazłam. A co najlepsze? Można dotykać, wypróbowywać…a nawet kupić Nimbusa 2000 😀 A do tego Zgredka i różdżkę. Magia. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. I tacy duzi i mali. W zasadzie myślę, że to była ogromne gratka dla tych wyrośniętych… 🙂 Dziubuś załapał się na fotkę z Iron Manem.

20161010_121354

Zakupy musiały kończyć się kawą…lub jedzeniem. I jak typowa, stereotypowa blogerka musiałam wszystko dokumentować. Spełniłam też jedno ze swoim marzeń i zjadłam obiad u Jamiego Olivera!! Burgery pierwsza klasa.

20161010_113624 20161011_141331 20161011_143259

5 dni w Londynie i prawie 100km pokonane na nogach. Nadszedł czas, żeby wrócić do pracy (nadal walcząc ze skutkami przeziębienia), dlatego też mam mało czasu na pisanie. A tak naprawdę to, gdy spędza się 8 godzin przed ekranem komputera, to w domu nie ma się ochoty na niego patrzeć.

Już niebawem (bo weekend mam wolny) pojawi się post o podróżowaniu samolotem. Będzie kilka postów związanych z tym tematem, bo myślę, że warto go poruszyć. Przeczytacie o tym, co mnie denerwuje, jak się pakuję i co polecam do spakowania się. Kilka myślę, że przydatnych rad.

A tymczasem uciekam – dalej walczyć z bólem gardła.

Do następnego!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s