Emigrowałam. I wróciłam. Rok po powrocie.

Emigrowałam…

Do wpisu zostawiam Wam muzykę.

Jeżeli ktoś zagląda i czyta ten blog, wie że spędziłam niemalże 8 miesięcy na emigracji w Paryżu. Dzisiaj mija dokładnie rok od mojego powrotu. I czuję, że przyszedł czas, żeby się z tym rozprawić.

O moim powrocie już raz się rozpisałam KLIK, polecam zajrzeć i przeczytać, a potem wrócić tutaj.

Jak pewnie niektórzy wiedzą decyzja o powrocie nie była tą najprostszą do podjęcia. Czy dzisiaj żałuję? Nie. Obwiniam siebie tylko za to, że jednak nie dałam rady. Może zbyt szybko się poddałam, ale uwierzcie mi – pod względem psychicznym po prostu, po ludzku nie poradziłam sobie. I nadal z tym walczę.

Nie jestem, a przynajmniej tak mi się wydaje, jedną z wychuchanych przez rodziców jedynaczek. Uważam, że wychowali mnie na doceniającą to, co mam osobę. I pewnie nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, jakie ogromne jest moje wrażenie, że ich zawiodłam. Zawsze chcieli dla mnie, jak najlepiej. A ja byłam pewna swego – kończę studia magisterskie i wyjeżdżam. Bo takie było moje marzenie.

Byłam cholernie szczęśliwa, gdy moja stopa stanęłam na paryskim chodniku i kiedy wiedziałam, że szybko nie wrócę. I pierwsze tygodnie i miesiące takie właśnie były. Cieszyłam się. Czerpałam energię z tej przygody. I nagle coś się zmieniło. Widziałam coraz więcej zdjęć znajomych z ich rodzinami. Ja moją rodzinę widywałam tylko przez ekran laptopa. A Skype jak wiecie często zawodzi. Jednak kilka raz jedliśmy nawet „wspólną” kolację. To zapędzało mnie w nieco gorszy stan. Wstawiałam więcej zdjęć, a „lajki”, które pod nimi widziałam dawały mi wrażenie, że znajomi jeszcze o mnie pamiętają. Widziałam na ulicach i w knajpach szczęśliwych ludzi w gronie przyjaciół. Gotowałam i jadłam przede wszystkim w swoim pokoju.

Pewnie pomyślicie, że miałam coś nie tak z głową, nie szukałam nowych znajomych, byłam odludkiem. Nie. Wręcz odwrotnie. Miałam znajomych nawet za ścianą. Ale każdy, kto doznał kiedyś życia na emigracji zrozumie co mam na myśli. To nie byli CI znajomi. To nie były TE bliskie osoby. Po prostu czegoś mi brakowało. Może poczucie bezpieczeństwa? Świadomości, że mogę zejść na dół ze swojego pokoju i mocno się do kogoś przytulić?

Święta Bożego Narodzenia, które spędziłam w Paryżu (a które były jednymi z najbardziej magicznych w moim życiu) były słodko-gorzkie. Z jednej strony niesamowicie się ucieszyłam wiedząc, że spędzę ten czas z rodzicami, że będą u mnie przez cały tydzień. Z drugiej wiedziałam, że zaraz wrócą do Polski, a ja zostanę w Paryżu. Pamiętam dzień ich wyjazdu…wylałam morze łez (które w chwili pisania postu znowu popłynęło z moich oczu). Ale przecież wracali tylko do domu. Oddalonego o 1300km. Niby blisko, ale jednak cholernie daleko.

Kiedy zaczęłam pracę jako opiekunka, wszystko jakby się uspokoiło. Zostałam jakby przyjęta do rodziny. I tak się czułam – prawie, jak starsza siostra. Ale przychodziły weekendy i już nie było tak wesoło. Bo znowu byłam sama i szukałam sobie miejsca. I ostatecznie go nie znalazłam. Pamiętam rozmowę z Michaelą – mamą dzieciaków. To nie było łatwe, bo polubiłam tą moją zwariowaną dwójkę i żal było ich zostawiać. Ale powiedziała, że mnie świetnie rozumie. Ona też kiedyś opuściła dom rodzinny. Była w tej samej sytuacji. I gdyby nie to, że znalazła miłość, też by wróciła.

Rozmowy ze znajomymi, którzy przebywają na emigracji też niesamowicie mi pomogły. Pamiętam komentarz Agaty, którą znam jeszcze z czasów podstawówki. Niby był prosty, ale kiedy ktoś pisze, że Cię bardzo dobrze rozumie, wiesz, ze nie jesteś sama z takimi problemami. Pierwszą osobą, której powiedziałam o moich planach był Patryk, bo kto by mnie lepiej zrozumiał. Nie widziałam go już strasznie długo i to chyba też się na mnie odbija.

Przekazanie rodzicom mojej decyzji zbiegło się w czasie z innym, smutnym wydarzeniem w moim życiu. Nigdy bym nie pomyślała, że to wszystko tak się ułoży. Ale przy tamtej rozmowie zrozumiałam jeszcze dobitniej, że muszę wrócić. I oto jestem.

Dzięki tym ośmiu miesiącom, czuję że trochę lepiej poznałam samą siebie. Pokonałam wiele przeciwności. Chciałam sobie udowodnić, że potrafię dać sobie radę sama – i dałam. Brakowało mi tylko bliskich przy boku. W tym aspekcie sobie nie poradziłam.

Rozłąka strasznie boli i teraz to wiem. I cieszę się, że znowu mogę usiąść z rodzicami przy wspólnym stole i zjeść z nimi. Porozmawiać. Wydaje mi się, że często tego nie doceniamy. Owszem – możecie pomyśleć „ale jak to? Masz prawie 26 lat i nadal mieszkasz z rodzicami? Nie myślisz o własnym mieszkaniu?” – powiem Wam więcej: nawet wybieram się z nimi na wakacje. Na doczepkę bierzemy mojego chłopaka xD Oczywiście żartuję, ale nie mogę się doczekać tych wakacji.

Ten rok upłynął w niesamowitym tempie, niczym rozpędzony bolid Formuły 1. Dużo się zmieniło. Jedno wiem na pewno: w Paryżu zostawiłam część swojego serca. Zawsze będę tam wracać. Nie tylko myślami. Wiem, że ten wyjazd trochę we mnie zmienił. Ale teraz jestem wdzięczna za każdy dzień spędzony z moimi rodzicami, chłopakiem i znajomymi. Dużo czasu zajęło mi też obwinianie siebie. Ale najwidoczniej tak musiało się stać. Musiałam spróbować, odczuć to na własnej skórze.

Czy moje miejsce jest w Polsce? Na tą chwilę tak. Paskudnie tęsknię za Paryżem, ale poczułam to dopiero niedawno. Zatęskniłam na tymi miejscami, a przede wszystkim ludźmi, których tam zostawiłam. Teraz jednak to tutaj pracuję nad swoim szczęściem. I wiem, że nadszedł czas na zmiany. Powtarzam to sobie od jakiegoś czasu…bla bla bla. I może jak zwykle oszukuje sama siebie. Może za dwa dni znowu będę „nic nie robić, tylko gadać”. A może nie? Może znajdę „pomysł na siebie”.

To nie ma być wpis zniechęcający do wyjazdów za granicę. Wręcz przeciwnie – wyjeżdżajcie i próbujcie. Jak inaczej dowiecie się, czy robicie dobrze? Wszystkim, którzy w chwili obecnej są z dala od bliskich przesyłam najgorętsze uściski. Dobrze wiem, że to nie jest łatwe, ale chyba pomocne. Zdecydowanie wiem teraz, jaką wartość w naszym życiu ma rodzina. A dla mnie jest ona przeogromna.

Śpijcie dobrze i nie bójcie się spełniać marzeń…najwyżej się nie uda.

Żegnam się z Wami najszczerszym uśmiechem.

🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s